Blog > Komentarze do wpisu
Końcówka...
... współpracy mojej z siostrą katechetką może okazać się burzliwa. Moja święta, anielska cierpliwość jest albowiem na wyczerpaniu.

Dziecię biega na próby jasełek już trzy razy w tygodniu. Odbywa się to ciemnym popołudniem, więc w bieganie zaangażowany jest zawsze ktoś dorosły - no przecież dziesięciolatki w ciemną noc nie puszczę samej. Odbywa się to koniecznie wtedy, kiedy popołudniem,jako dodatkowa atrakcja, występuje basen albo dżudo. Trzy dni w tygodniu biegam więc jak "kot z wywieszonym pęcherzem"(jak mawiała któraś z moich nauczycielek).
A gdybyż moja praca miała nieco inny charakter?
Poza tym - nie oszukujmy się - w imię czego mam się tak poświęcać? Dwóch zdań wygłoszonych przez dziecię me oraz jednej strofki dziwnej pioseneczki, która nawet nie jest tradycyjną kolędą...

Przegięcie totalne nastąpiło, kiedy siostra wymyśliła, że próba odbędzie się w szkole, podczas lekcji - nieszczęśliwie trafiła na lekcję, na której dziecię me miało mieć sprawdzian.

No sorry, ale na takie rzeczy to zgody nie ma.

A że katechetka jest osobą fałszywie uprzejmą, kiedy do niej idę, ona nie ma żadnego problemu z niczym, kiedy zaś idzie do niej moje dziecko, problemy są piętrzone, uznałam, ze moje pójście do niej nie ma sensu. Ojciec dziecka pójść do siostry katechetki  nie może, gdyż mogłoby się to skończyć zimnym zabójstwem - tyle negatywnych emocji w nim wzbudza ta osoba. Stanęło na tym, że jeśli moje nerwy nie wytrzymają kolejnej przepychanki na odległość, uderzę do wychowawcy.

A jeśli to skutku nie przyniesie, wypiszę dziecko z religii na ten rok, bo to jest jakiś skandal, żebym ja dostawała nerwowych drgawek na słowo: "jasełka". Od października.

Głupia sprawa tak nie strzymać na końcówce, bo od przyszłego roku czeka nas zmiana katechetki.....
wtorek, 08 grudnia 2009, jasmeen
Komentarze
2009/12/12 16:17:56
A u nas katechetą jest ksiądz proboszcz i nie robi NIC ( chyba powinno być ROBI NIC :)
a jasełka przygotowuję ja , jako opiekun SU. Tyle dobrego, ze jak mam swoje okienko w czasie gdy dzieci mają religię, to mogę sobie próbę zrobić bez zostawania po lekcjach.Ksiądz w tym czasie idzie na dymka w kuchni. Gdy mieliśmy katechetkę cywilną, to była religia z prawdziwego zdarzenia, no ale proboszczowi te pół etatu było potrzebne , wiec dziewczyna musiała odejść.